Antyestablishmentowym partiom cały czas wydaje się, że są niedoszacowane w sondażach. Tak rzeczywiście było jeszcze kilka lat temu. Prawidłowość ta jednak szybko zanika. Przyznanie się do głosowania np. na Trumpa lub Farage’a nie jest już wcale tak ‘obciachowe’ jak kiedyś. Prawdą jest, że sondaże są ostatnio mało wiarygodne. Nie nadążają za dynamicznymi zmianami. Dotychczasowe próby sondażowe w nowej rzeczywistości społecznej przestały być reprezentatywne. Wprowadzane w firmach badawczych oszczędności dodatkowo odbijają się na jakości pracy ankieterów. Sondaże będą jeszcze zapewne nieraz się mylić. ‘Nowi’ politycy będą jednak musieli szybko pogodzić się z faktem, że ‘niespodziewany’ wynik wyborów może wkrótce oznaczać także ich ‘niespodziewaną’ porażkę. Tak się zresztą stało właśnie w Austrii. Sondaże przedwyborcze wskazywały raczej na ‘antyestablishmentowego’ Hofera. Tymczasem wygrał, i to większą różnicą niż w unieważnionych wyborach w maju, proeuropejski Van der Bellen.
Populiści są na fali. Często z uzasadnionych przyczyn. Polityka w zachodnich demokracjach na pewno nie będzie już taka sama, jak przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Epoka liberalnej demokracji, mającej cechy merytokracji (premiowania osób kompetentnych) kończy się wraz ze zdominowaniem powszechnej komunikacji przez Internet i grasującą dookoła postprawdę. ‘Nowe’ elity muszą jednak zdać sobie sprawę z tego, że czas popularności ich obecnego sposobu działania i myślenia też jest ograniczony. I to o wiele bardziej, niż czas odchodzących elit, bo teraz wszystko dookoła idzie szybciej i trwa krócej. Niedługo przyjdzie kolejna fala i trzeba będzie być bardzo ostrożnym, aby utrzymać się na powierzchni. Jeżeli ‘nowi’ (a może już wcale nie tacy ‘nowi’?) nie wezmą tego pod uwagę, to prawidłowość ‘pycha kroczy przed upadkiem’ będzie można wobec nich zastosować dużo szybciej, niż poprzednio.
