Na poglądy Roberta Schumana z pewnością wpłynął fakt, że był on człowiekiem pogranicza. Urodził się Luksemburgu, w 1863 roku. Jego rodzice pochodzili zaś z Lotaryngii, które jeszcze w momencie narodzin Schumana była francuska, aby po wojnie francusko-pruskiej zostać w większości przyłączona w 1871 roku do Rzeszy. W rezultacie młody Schuman większą część życia spędzał w Niemczech i tam skończył studia. Po I Wojnie Światowej, kiedy Alzacja i Lotaryngia wróciły do Francji, Schuman stał się aktywnym politykiem francuskim. Podczas II Wojny Światowej działał w ruchu oporu, w związku z czym spotkały go represje ze strony rządu Vichy.
Robert Schuman był bezsprzecznie Francuzem, ale można powiedzieć, że płynęła w nim także luksemburska oraz niemiecka krew. A przynajmniej bardzo dobrze rozumiał skomplikowane relacje, jakie łączyły te narody. Kiedy w 1948 roku został ministrem spraw zagranicznych Francji był bez wątpienia najlepszą osobą, która mogła rozpocząć francusko-niemieckie pojednanie. Dzisiaj nie budzi ono specjalnych emocji, ale pamiętajmy o ówczesnym kontekście historycznym. II Wojna Światowa skończyła się ledwie trzy lata, a I Wojna 30 lat wcześniej. Konflikty te rozdzieliły obydwa kraje rzeką krwi. Francja został upokorzona przez Niemców – nieco ponad miesiąc wystarczył hitlerowskiej machinie w 1940 roku do zajęcia kraju, który uchodził przecież za światową potęgę. Nawet biorąc pod uwagę, że hitlerowska okupacja Francji nie była aż tak brutalna, jak w Polsce, proponowanie jakiejkolwiek współpracy z byłym okupantem wiązało się z ogromnym ryzykiem uznania za zdrajcę ojczyzny.
Mimo to Robert Schuman, zainspirowany pomysłami swojego współpracownika Jeana Monneta, ogłosił 9 maja 1950 roku tzw. Deklarację Schumana. Była to propozycja wspólnej kontroli kilku krajów, w tym Francji i Niemiec Zachodnich, nad produkcją węgla i stali – wtedy kluczowych surowców wojennych. Ich wagę w tamtym okresie możemy porównać do znaczenia ropy i gazu dzisiaj. Konrad Adenauer, ówczesny kanclerz Niemiec, odpowiedział na tę propozycję pozytywnie. Gdyby postąpił inaczej, oznaczałoby to zapewne fiasko całej koncepcji, jak i ‘polityczną śmierć’ samego Schumana. Ryzyko, które wziął na siebie było więc ogromne.
Robert Schuman wziął na siebie taką odpowiedzialność, bo dla niego polityka była czymś więcej, niż tylko procesem podejmowania skutecznych decyzji i wygrywania kolejnych wyborów. Był wizjonerem, który dążył do dobra wspólnego. Jego rodzinne i osobiste doświadczenia spowodowały, że Europa była w jego wyobrażeniu nie tylko potencjalnym wspólnym rynkiem, ale także obszarem wspólnym wartości. W jego mniemaniu europejskie narody powinny wspólnie te wartości pielęgnować, a także nie rozpychać nadmiernie swoich interesów pomiędzy innymi. Prowadzi to bowiem to strasznych konfliktów, jak wcześniejsze wojny, na których w ostateczności tracą wszyscy. Realizacja planu Schumana rzeczywiście zapewniła uczestniczącym w tym projekcie krajach kilkadziesiąt lat pokoju i względnego dobrobytu.
Ważne jest także podkreślenie, że postawa Roberta Schumana wynikała także z jego twardego przywiązania do wartości chrześcijańskich. Robert Schuman był człowiekiem głęboko wierzącym. Przekonanie do chrześcijańskich wartości, jak pokój, solidarność i dostrzeganie w obywatelach innych krajów przede wszystkim drugiego człowieka, a nie ‘Niemca’, czy ‘Włocha’ dało Schumanowi odwagę w głoszeniu wielkich, ale bardzo ryzykownych idei. Co więcej Robert Schuman nie był tylko tym, który głosi – uważał, że te chrześcijańskie wartości należy po prostu wdrażać w życie. Bez tej silnej wiary Schumana, która dawała mu przekonanie o konieczności wdrażania wcale niekoniecznie popularnych idei, nie mielibyśmy Planu Schumana.
Czy aktualni liderzy europejskich państw byliby gotowi wziąć na siebie podobne ryzyko? Wielu pewnie nie. Politycy takiego formatu jak Robert Schuman, niestety nie trafiają się często. Specjalnie jednak napisałem ‘liderzy europejskich państw’, a nie np. ‘europejscy liderzy’. Żyjemy teraz w czasach, kiedy modne jest narzekanie ‘na Europę’. Grecy i Włosi obarczają ją winą za bezrobocie i kłopoty gospodarcze, Polacy i Węgrzy za kryzys uchodźczy, społeczeństwa Europy Zachodniej zaczynają się zastanawiać czy warto dokładać się do europejskiego budżetu. Problem polega jednak na tym, że za te problemy odpowiada przede wszystkim nie Europa, ale egoizmy narodowe. To przywódcy europejskich krajów, chcący wygrywać kolejne wybory wpadli w pułapkę ‘twardego walczenia o swoje interesy w Brukseli’ i obwiniania Unii Europejskiej za większość problemów dookoła. Jednakże to nie Europa jest głównym sprawcą tych problemów, a przede wszystkim europejskie państwa. Europa, przez ostatnie kilkadziesiąt lat była miejscem, mniej lub bardziej skutecznego, ale jednak rozwiązywania problemów. Jakie mogą być konsekwencje konsekwentnego tkwienia w egoizmach narodowych pokazuje w Europie historia, wcale nieodległa. Robert Schuman rozumiał, że na ‘twardej walce o narodowy interes’ w Europie można być wygranym tylko na krótką metę. W ostateczności przegrani będziemy wszyscy. Czas pokaże kto rozumie to także dzisiaj.
Rafał Dymek, Polska Fundacja im. Roberta Schumana
